Rozdział XII – „Mężczyźnie samotność może dopomóc w odnalezieniu siebie, kobietę zabija." Oscar Wilde
Do koncertu organizowanego przez ekipę z Vansky, został tylko tydzień. Wszyscy aktorzy serialu, zaangażowali się w to przedsięwzięcie i na palcach odliczali ostatnie dni do tego wydarzenia. W końcu, od tego będzie zależeć, czy dalej będą mieli pracę i czy Lia zostanie w New Jersey. Alex wraz z Tomem, przez ostatnie trzy tygodnie rozsyłali zaproszenia i ogłaszali na różnych forach internetowych, kiedy i gdzie odbędzie się koncert. Tymczasem Suzan Wieners, udało się zapewnić ekipę telewizyjną, tak więc wszystko będzie transmitowane w telewizji, na kilku kanałach. Sprawy miały się naprawdę, dobrze. Ustalili, że prowadzącymi „show" będą Lukas McDonald (który w serialu był Baljeet'em) i Bruce Evan (grał Buforda) Jako pierwsza wystąpi Cassie, następnie Avril, a potem Mitchell. Każdy z wykonawców ma sam zdecydować co zaśpiewa. W międzyczasie mają być różne konkursy (oczywiście z nagrodami)
Alex był naprawdę zadowolony z siebie. Co prawda nie zaplanował tego wszystkiego sam, mimo to cieszył się, że jest częścią tego wydarzenia. Wierzył też w to, że im się uda, a Li nie wyjedzie. Oczywiście wiedział, że nawet jeśli uratują serial, to w końcu i tak przyjdzie dzień, że zostanie on zdjęty z anteny. Jednakże chłopakowi wcale nie chodziło, o to by program trwał wieczność, chciał po prostu odwlec tę chwilę przynajmniej o rok. Wtedy bowiem on i Lia będą mieli po osiemnaście lat i nawet jeśli ciotka chciałaby wyjechać, to dziewczyna może się nie zgodzić. Poza tym, za rok i tak wyjadą na studia, więc ciotka Li nie będzie miała zbyt wiele do powiedzenia. Mimo to, chłopak miał nadzieję, że ciotka dziewczyny po prostu zrozumie jak ważni są dla niej jej przyjaciele i pogodzi się z jej decyzją… i nią samą.
Nad tym rozmyślał Alex wracając ze szkoły z Kelly. Lię od rana bolał brzuch i miała mdłości, dlatego nie przyszła do szkoły. Olivier przez całą podróż próbowała wciągnąć chłopaka do rozmowy, ale był on tak zamyślony, że nie udało jej się. Była z tego powodu równocześnie zła i rozczarowana. Z każdym dniem Redson podobał jej się coraz bardziej, wcześniej zawsze myślała o nim jako o „chłopaku Li" oczywiście sama Lia nigdy nie powiedziała, że Redson jej się podoba. Co więcej zawsze mówiła o nim tylko jak o dobrym przyjacielu. Gdy Kelly zaś mówiła, że ma ładną twarz, przyjaciółka zbywała ją jakimś, żartem, „że gdyby Kelly mogła, to flirtowałaby nawet z fotelem." Mimo to, dziewczyna tak długo słuchała od swojej przyjaciółki, że Alex to dobry przyjaciel, ale na chłopaka się nie nadaje, że sama zaczęła tak uważać. Dopiero niedawno zauważyła, że przecież chłopak jest naprawdę przystojny, im więcej też przebywała w jego towarzystwie, tym więcej zastanawiała się, jakby to było go pocałować…
- Kelly? – dziewczyna, aż podskoczyła na dźwięk głosu chłopaka i zaczerwieniona obróciła się.
- Przepraszam, mówiłeś coś?
- Tak, że jesteśmy na miejscu. – dziewczyna rozejrzała się i zobaczyła, że stoją pod jej domem. Zarumieniła się jeszcze bardziej, jak mogła nie zauważyć, gdzie są?! Chciała coś powiedzieć, podziękować za odprowadzenie, ale wyszedł jej jakiś bełkot. Obróciła się szybko w stronę drzwi i gorączkowo przeszukiwała torbę w poszukiwaniu kluczy. Niestety nigdzie nie mogiła ich znaleźć. Już miała wysypać całą zawartość plecaka, kiedy usłyszała.
- Spróbuj sprawdzić w kieszeni. – wykonała polecenie i zdziwiona wyjęła, z kieszeni swojej czarnej bluzy, pęk kluczy. Gapiła się na nie chwilę po czym uniosła wzrok. Alex oparł się o drzwi i pochylił ku niej. Byli tak blisko, że prawie stykali się nosami. Dziewczyna poczuła, że robi jej się gorąco. Chciała się odsunąć, ale za nią była ściana. Oparła się o nią, a chłopak, jakby nie przeczuwając, co ona teraz przeżywa zbliżył się jeszcze o krok. Serce Kelly zaczęło wyprawiać jakieś dziwne harce, a sama dziewczyna nie wiedziała czy zaraz zemdleje czy raczej ucieknie.
- Kelly… - wymruczał chłopak pieszczotliwie i dziewczyna nie mogła już dłużej ze sobą walczyć. Oplotła jego szyję rękoma i pocałowała. Zatopiła się w tak gorącym i namiętnym pocałunku, że sama nie wiedziała co się dookoła niej dzieje. Cały świat znikł, byli tylko oni, resztkami świadomości zakodowała, że chłopak obejmuje jej talię rękoma i przysuwa się bliżej, tak, że nie dzielą ich już nawet milimetry. Czuła jego ciało pod cienkim T-shirtem, jego dłonie gładzące jej plecy i oczywiście usta, które pieściły ją i wprawiały to w stan bliski omdlenia, to znów sprawiały, że myślała, iż głowa jej eksploduje od nadmiaru emocji, które się w niej kłębiły.
Dziewczyna czuła się jak narkoman, ciągle było jej mało i chciała więcej. Jedyne o czym teraz myślała, to żeby w końcu otworzyć drzwi od domu i wśliznąć się z Alexem do środka, a potem…
Nagle pocałunek się skończył. Chłopak dosunął się i spojrzał na dziewczynę, która wpatrzyła się w niego nieco nieprzytomnymi oczami, jakby nie rozumiała, co się stało, a tym bardziej dlaczego się skończyło. Chłopak uśmiechnął się szeroko.
- Chciałem tylko zapytać o adres Li. – Kelly poczuła jakby ktoś wylał jej kubeł zimnej wody na głowę. „On zrobił to specjalnie!" pomyślała naprawdę wkurzona i popatrzyła gniewnie na chłopaka, który wciąż się uśmiechał.
- W zamian mogę ci dać jeszcze jednego całusa. – powiedział znów się przybliżając i odgarnął jej włosy z twarzy. Zdumiona Olivier zauważyła, że jej zdradzieckie ciało zareagowało na ten niewinny gest. Zanim jednak krew zdążyła uderzyć jej do głowy wywinęła się z objęć chłopaka i stanęła z boku. Zmierzyła go złowrogim spojrzeniem.
- No tak, zapomniałam, że ty całujesz się tylko z tymi wrednymi. - powiedziała, na co Redson wyszczerzył zęby.
- Wcale nie uważam, że jesteś wredna – dziewczyna, aż się zagotowała, już chciała wygłosić jakąś ciętą ripostę, ale chłopak jej przerwał.
- Proszę Kelly. Tylko zaniosę jej zeszyty, obiecuję. – „Mhm… a mnie "tylko" odprowadziłeś do domu" pomyślała, ale widząc błaganie w jego oczach, zgodziła się. Zapisując mu adres na kartce, zrozumiała co jej przyjaciółka miała na myśli mówiąc, że Alex to dobry przyjaciel, ale nie najlepszy chłopak. Sztukę uwodzenia dopracował wręcz do perfekcji. Do cholery, przecież uwiódł nawet ją! Największą flirciarę w szkole, dla której "chłopak" to wyłącznie dodatek. Ktoś z kim się wychodzi na imprezy, czasem całuje, ale nic poza tym. Mimo to, wcale nie żałowała, że pocałowała Redsona, to było… interesujące doświadczenie.
Widząc jak chłopak się oddala, niespodziewanie uśmiechnęła się. „Jednak mimo wszystko jest jedna dziewczyna, której nie oczarowałeś, to ona oczarowała ciebie" pomyślała i zadowolona weszła do domu.
* * *
Całą okolicę osnuł mrok. Było już po dziesiątej i wszyscy spali. Jedynie Lia, Nie mogła jakoś zasnąć. Wierciła się z boku na bok, nie znajdując wygodnej pozycji. Próbowała już chyba wszystkiego, medytacji, liczenia owiec, nawet zażyła jakąś tabletkę na sen i nic. W końcu poddała się i wsłuchała w rytmiczne uderzanie kropel o dach domu. Za bardzo martwiła się tym, że jednak im się nie uda, że serial zostanie zdjęty, a ona wraz z ciotką wyjadą do Los Angeles, do jakiegoś jej „Przyjaciela". Setki razy próbowała jej tłumaczyć, że lubi swoje dotychczasowe życie i nie chce zostawiać przyjaciół. Jednak ciotka Victoria, wciąż upierała się, że to dla nich najlepsze wyjście, a Li się zaaklimatyzuje. Jej ciotka nie potrafiła zrozumieć, że Li po prostu nie chce wyjeżdżać i to nie tylko dlatego, że nie znało nikogo w Los Angeles. Z reguły była optymistką i szybko zawierała nowe kontakty, wiedziała więc, że na miejscu znajdzie nowych przyjaciół, ale co ze starymi? Owszem, są komórki, e-maile i inne sposoby komunikacji, ale to nie zastąpi spotkania na żywo…
Nagle za oknem słychać było jakiś trzask. Dziewczyna i tak już wystarczająco pobudzona, natychmiast zerwała się na nogi. To dźwięk łamanej gałęzi, „Czyżby była burza?" pomyślała. Co prawda, padało już jakieś dwadzieścia minut, ale Li nie słyszała piorunów. Zbliżyła się do okna i w tej chwili tuż za nim pojawiła się ciemna postać. Dziewczyna wydała zduszony okrzyk wpadając i przewracając stojącą na stoliku nocnym lampę. Tymczasem postać zapukała trzy razy. Oczy Jackson najpierw się rozszerzyły ze zdumienia, a potem przybierając swoją najgroźniejszą minę, wstała z podłogi i gwałtownym ruchem otwarła okno.
- Czyś ty zwariował?! – wrzasnęła, patrząc w niebieskie oczy uśmiechającego się szeroko Alexa. Chłopak był cały przemoczony, krótko mówiąc wyglądał jak zmokła kura.
- Czy jeśli przeproszę, wpuścisz mnie? – spytał, a po krótkiej chwili wahania dodał – mam zeszyty dla ciebie… i czekoladę. – kusił. Dziewczyna westchnęła i pokręciła głową, po czym przesunęła się i w puściła chłopaka do środka. Alex rozglądał się ciekawie, a Li wiedziała co zobaczył. Białe ściany, które z biegiem lat lekko zszarzały. Łóżko zajmujące połowę i tak już niewielkiego pomieszczenia. Półki z setkami książek, o historii i nie wiadomo czym jeszcze, gdyż należały do ciotki, a nie do dziewczyny. Ciemno fioletowy dywan pasował do pościeli, leżącej na łóżku. Dwa stoliki nocne, zrobione z jakiegoś jasnego drewna i dwie niebieskie lampki nocne (W tym jedna na podłodze) Całego obrazu dopełniało światło księżyca wpadające przez właśnie uchylone okno. Lia minęła Alexa, po czym podniosła i zaświeciła lampkę. W pokoju była też główna lampa, ale jej światło mogło zaalarmować ciotkę.
Dziewczyna ponownie zerknęła na ociekającego wodą przyjaciela i ruszyła do szafy. Redson teraz dopiero zauważył, że ma na sobie wściekle różową piżamę, właśnie chciał ją skomentować, gdy dziewczyna odezwała się.
- Ani słowa, albo wyrzucę cię przez okno – chłopak uniósł pokojowo ręce i stał czekając. Tymczasem dziewczyna wyjęła dwa podkoszulki, szary i czerwony, oraz jakiś niebieski dół od dresu, o wiele na nią za duży.
- Tu są moje dwa podkoszulki i spodnie. Wszystko jest o kilka rozmiarów większe niż powinno, więc chyba się zmieścisz. - chłopak bez słowa wziął rzeczy i ruszył do łazienki przylegającej do pokoju. Gdy wrócił Li wybuchła śmiechem. Rzeczy mimo, iż za duże na dziewczynę, na chłopaka były o rozmiar za małe.- Wyglądał jak dorosły wciśnięty w rzeczy dziecka.
- Bardzo śmieszne. Ha, ha - powiedział i usiadł obok niej na łóżku, a ona z kolei wyszczerzyła zęby.
- Tak to jest, gdy skradasz się po dziesiątej w nocy. – Chłopak uśmiechnął się po czym sięgnął i wyjął z plecaka zeszyty, które (o dziwo) nie zmokły. Podał je dziewczynie, a ta schowała je do szafki i usiadła z powrotem na łóżku.
- Przyszedłem tak późno, bo idąc do ciebie spotkałem mamę. Kazała mi zająć się Sophi. Mała jest chora i nie mogłem jej wziąć ze sobą. Nicko miał lekcje do późna, a mama wróciła dopiero godzinę temu. – powiedział, a dziewczyna namyśliła się i spytała.
- A między twoją mamą i tobą… wszystko dobrze? – chłopak na chwilę odwrócił wzrok.
- Tak… myślę, że tak. Wiesz, patrząc na nią, na jej pracę i na to wszystko co dla nas robi… musiałbym być głupi, żeby wciąż się gniewać – powiedział znów patrząc na Li, a ta się uśmiechnęła. Nagle Alex wyszczerzył zęby.
- A ty i Tom? – dziewczyna chciała zaprzeczyć, ale chłopak jej przerwał.
- Nie próbuj protestować, Green mówił mi, że ze sobą chodzicie. – Jackson przewróciła oczami.
- Raczej „chodziliśmy." Widzisz… gdy Tom zaproponował mi, żebym została jego dziewczyną, a ja się zgodziłam, stał się jakiś… sztywny. Ciągle mówił do mnie jak do jakiejś damy, którą nie jestem i nie chce być. – powiedziała i niespodziewanie parsknęła śmiechem.
- Poza tym, Tom kompletnie nie umie się całować. - tu zerknęła na twarz chłopaka i mrugnęła. - ty pewnie coś o tym wiesz. – Redson wyszczerzył zęby.
- Twierdzisz, że nie umiem się całować? - spytał, a dziewczyna uśmiechnęła się.
- Ja to wiem. – Alex podskoczył i zaczął łaskotać Li. Dziewczyna zaczęła uciekać, ale miała ograniczone pole manewru. Więc chłopak złapał ją i podniósłszy z podłogi zaczął się szybko obracać dookoła.
- Dość, dość! - krzyczała roześmiana dziewczyna, gdy tymczasem chłopak wciąż ją łaskotał.
- Najpierw przeproś. – Li, zaśmiała się głośniej.
- Nigdy! – w tej chwili Redson wpadł na łóżko i oboje na nie runęli. Leżeli przez chwilę chichocząc, gdy się uspokoili chłopak spytał.
- Czyli jak się zakończyła ta historia z Tomem? - dziewczyna uniosła się na łokciu i odgarnęła włosy.
- Wiesz… po tym jak Tom zemdlał, gdy próbowałam go pocałować, a potem jego rozhisteryzowana matka zawiozła go do szpitala… - zerknęła na Alexa, który krztusił się ze śmiechu – Znalazł się pan „dziewczyny są fuuuj!" - chłopak zerknął na nią i wyszczerzył zęby.
- Ale ja nie zemdlałem – Jackson przewróciła oczami, a na jej ustach pojawił się przelotny uśmiech.
- W każdym razie… uznaliśmy, że wolimy być przyjaciółmi. Tak nam jest dobrze. – powiedziała, po czym potarła ręką podbródek, namyślając się.
- A tak w ogóle, to skąd masz mój adres? – spojrzała, na uśmiechniętego chłopaka i puknęła się w czoło.
- Kelly! Wiedziałam, że nie można zostawić was nawet na minutę samych! Czy teraz mam mówić do niej Pani Redson numer…? - Alex szturchnął ją w ramię, śmiejąc się.
- Nie, uznaliśmy, że wolimy być przyjaciółmi. Tak nam jest dobrze. – powiedział przedrzeźniając Lię. A ta wskazała mu okno.
- Uważaj, bo wyjdziesz tamtędy i bynajmniej nie po drzewie. – zagroziła, a chłopak zaśmiał się głośniej.
- Czy to znaczy, że mogę zostać do rana? – Li wzruszyła ramionami.
- Czemu nie? Tylko nie chrap. – powiedziała uśmiechając się złośliwie, po czym wśliznęła się pod kołdrę, a Alex obok niej. Jak za starych dobrych czasów, kiedy to dziewczyna nocowała często u chłopaka, gdy obaj mieli po siedem lat.
- A twoja ciotka? Nie zdziwi się, widząc mnie tu? No i… nie martwi cię to co sobie pomyśli? - Li zrobiła zdziwioną minę.
- Zapewne pomyśli sobie, że mój przyjaciel przyszedł o dziesiątej w nocy, żeby przynieś mi zeszyty, a ponieważ padało, pozwoliłam mu zostać. A cóż by innego? – powiedziała, a Alex parsknął śmiechem.
- Poza tym, jej pokój jest po drugiej stronie domu i wcześnie wychodzi do pracy. Nigdy do mnie nie zagląda, wiec widzimy się dopiero po południu. - dziewczyna powiedziała to bardzo spokojnie, ale pod tym spokojem Alex wyczuł tłumione emocje. Zamiast coś powiedzieć, po prostu ją przytulił.
Dwadzieścia minut później oboje spali. Li, nie przyśnił się żaden zły sen…
-CDN
W każdym razie dziękuję
I pomijając fakt, że raz narysowałam Alexowi dłuższe, a raz krótsze włosy to mniej więcej wiemy jak wyglądają postacie
Urocza końcówka :3
A wiesz, że imię "Alex" oznacza obrońca ludzkości? Kto wie? Może nim zostanie
Taak? O___O
Alex: Ja już jestem obrońcą ludzkości <le poza bohaetra>
Lisa: Taaa... Chyba w LoL'u -.-
Alex: ... Może...
Dopiero przeczytałam 3 ostatnie
No cóż ,nie chciało mi się czytać
Czekam na więcej
ok. rozumiem, mnie też się czasem nie chce czytać. Muszę mieć, że tak powiem "nastrój" na czytanie